poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 1

Perspektywa Megan
Tak jak zawsze wstałam bardzo wcześnie. Wzięłam relaksujący prysznic, ubrałam się, zjadłam nawet zjadliwe śniadanie i byłam gotowa. Samolot miałam o dziesiątej,więc o dziewiątej zamówiłam taksówkę. Na miejscu jak zwykle jakoś przeżyłam odprawę i weszłam do samolotu. Zajęłam swoje miejsce i zapięłam pasy. Popatrzyłam jeszcze raz na miasto,które opuszczam. Nie było mi ani trochę szkoda,że stąd wyjeżdżam. Ja wręcz nienawidziłam tego miejsca. Kojarzyło mi się tylko ze śmiercią mamy, z tym,że mój tata znalazł sobie nową żonę, że byłam pośmiewiskiem w szkole. To miasto nie miało ani trochę dobrych wspomnień. Pod samolot podjechała duża,czarna limuzyna,a z niej wysiedli jacyś chłopacy. Czy to normalne ,że mają taki wóz? Chyba nie są najbiedniejsi z tego wnioskuje. Za samochodem stało z tuzin dziewczyn. Czyżby to były fanki? Eee,fanki? Nie no nie kitujcie mnie,że ci chłopacy są sławni. No nic. Odwróciłam wzrok i chwyciłam gazetę. Boże, same plotki. Jak ja nie znoszę takich gazet. Połowa z tego to obrazki, i kompletnie nic nie przekazują. Przewracałam kurczowo strony , w poszukiwaniu jakichś artykułów. Czegoś co możnaby chociaż przeczytać. Nagle do mojej części samolotu weszli właśnie ci chłopacy. Jeszcze bardziej wlepiłam się w gazetę, żeby tylko się na nich nie patrzeć.
-Harry, tutaj są nasze miejsca. - odezwał się blondyn. Dziwne, chłopak pokazywał na miejsca naprzeciwko mnie. No tak, przecież skoro są sławni to też latają biznes klasą. Wstrzymałam na chwilę powietrze. Brunet z loczkami usiadł tuż naprzeciwko mnie. Wypuściłam bezgłośnie powietrze z płuc. Boże, i co teraz? Po chwili obok loczka usiadł blondyn. Zawzięcie coś konsumował.
-Niall, przed startem nie można jeść. - powiedział kpiąco brunet. Nie podobała mi się jego postawa. Był taki szarmancki, a przynajmniej na takiego wyglądał.
Po chwili obok mnie usiadł drugi brunet. Ciemna karnacja. Przystojny to mało powiedziane. Spojrzał na mnie i miło się uśmiechnął. Zrobiło mi się gorąco. Przewinęłam stronę do przodu. Tytuł : One Direction, iformacje o światowym zespole. Co było najdziwniejsze pod spodem było zdjęcie gości,którzy siedzieli naprzeciwko. Znów wstrzymałam powietrze. Boże, czy ja siedze naprzeciwko i obok gwiazd?! A więc loczek nazywał się Harry Styles. Wiek: 19 lat. Brunet obok mnie to Zayn Malik ma 20 lat. A ten blondyn to Niall Horan, też ma 20 lat. Jeszcze jest Louis i Liam. Tylko gdzie oni..
-Chłopaki, jak tam? My siedziemy o tam. - do siedzeń podszedł ymm, ten Liam. Pokazał palcem na kanapy  w rogu.
-Na razie okej. - pierwszy raz odezwał się Zayn.
-A ta ślicznotka obok ciebie Zayn, to? - do miejsc podszedł Louis i uwiesił się na Liama. Mulat skierował wzrok na mnie, tak samo jak wszyscy.  Zarumieniłam się delikatnie.
-Nie miałem przyjemności poznać. Jestem Zayn, a ty? - brunet wystawił do mnie ręke i znów się uśmiechnął.
-Meg. - wydukałam i lekko chwyciłam dłoń chłopaka.
-A więc Meg, to jest Liam, Louis, Niall i Harry. Moi przyjaciele.  - wszyscy się uśmiechnęli i podali ręce. Ostatni był loczek. Wystawiłam do niego ręke,ale ten przewrócił oczami i spojrzał w okno. A to cham. Wszystkim zrzedły miny.
-Okej, to my idziemy na swoje miejsca. Miło było. - przerwał niezręczną ciszę Liam. Pociągnął za sobą Louisa. Jednak ten jeszcze się cofnął, podszedł do mnie i szepnął na ucho "Przepraszam za Harry'ego. On tak zawsze. Nie przejmuj się". Wycofał się,ale ustami zahaczył o mój policzek i lekko się nimi otarł. Uśmiechnął się promiennie i poszedł, za to ja zapewne puściłam buraka.
Cała droga minęła nieprawdopodobnie szybko. Przez 2 godziny zdążyłam już się sporo dowiedzieć o Maliku. Zresztą o Niallu też. Za to pan Styles, w ogóle nie zwracał na nas uwagi. Głos kobiety oznaczał,że podchodzimy do lądowania i tak też było. Trzeba wrócić do realnego życia. No cóż. Pokierowałam się do wyjścia i wyszłam z samolotu. Już z daleka  wypatrywałam mojej kuzynki, oraz najlepszej przyjaciółki - Jessici. W końcu ją zobaczyłam. Stała uśmiechnięta. Szybko do niej podbiegłam i mocno uściskałam.
-Muszę cie zmartwić. - mówiła, nie przerywając uścisku.  - Będziemy musiały jechać metrem, bo mama jest dziś do późna w pracy.
-To jeszcze lepiej! Chcę zobaczyć to miasto. - oznajmiłam i oderwałam się od brunetki. Chwyciłyśmy obydwie moje dwie walizki i udałyśmy się wgłąb miasta. Nagle drogę zajechała nam czarna limuzyna, dokładnie taka sama, z której wychodzili chłopcy. Zrobiłam wielkie oczy. Czy oni...
-Ej,Meg. Podwieźć cię gdzieś? - z otworu w dachu samochodu wyjrzała głowa Louisa. Założę się,że na moją twarz wkradł się znowu rumieniec.
-Czy to jest....- zaczęła Jess,niestety musiałam jej przerwać.
-Tak,tak. Chodź. - chwyciłam ja za ręke i władowałyśmy się do auta. No nie powiem, luksus pełną gębą. Dwie ogromne plazmy, podgrzewane fotele, drinki. Wow.
 Kierowca zapakował moje walizki i pojechaliśmy.
-A więc, Meg. Gdzie cię zawieźć? - spytał Niall.
-Oxford Street, 30. - wyrwała się Jess. Spojrzałam na nią pytająco.
-A to kto? - teraz pytanie padło z ust Zayna.
-Moja kuzynka, Jessica. Jessica to Zayn, Louis, Liam, Niall i Harry. - wskazałam palcem.
-Miło mi. - Jess uśmiechnęłą się przyjaźnie do każdego a potem podała im swoją dłoń.  Pan Nieznośny Styles również nie okazał zainteresowania, bo znów przewrócił oczami i patrzył w swój telefon.
Perspektywa Harry'ego
 Znacie to uczucie kiedy macie dość wszystkiego? Tak,ja je znam. Mój jedyny cel, to wrócić do mojej dziewczyny, Taylor i być przy niej. Nie obchodzi mnie to,że chłopcy flirtują z jakąś dziewczyną. Ona jest zwykła. Zresztą co ja mówie? Każda z nich jest taka sama, taka fałszywa i nieźle pokurwiona. Mam w dupie każdą. Nie robie wyjątków na śliczne oczka. 
Czemu jestem z Taylor?  Hmmm,no cóż. Myślę,że poza seksem nic nas nie łączy. Nie kochamy się, my obydwoje nie umiemy kochać. Każdy musi przyznać,że Swift jest seksowna, i to mniej więcej dlatego z nią jestem. Noi jeszcze ten pokurwiony modest, który nadzoruje wszystko co robimy. 
Mój związek z Tay jest oczywisty, i oni na tym zarobią, a ja mogę do woli się z nia kochać. Noi wszyscy sa zadowoleni. Wszyscy oprócz chłopaków. Oni mają ciągłe pretensje co się ze mną stało, co się stało z tamtym Harrym. Otóż nic się nie stało. Ja nadal taki jestem, tylko że niestety moje ego podskoczyło o 100% i to że jestem jaki jestem to już nie jest moja wina. A tak szczerze? Podoba mi się takie życie. Bycie chamskim. Wtedy masz pewność,że nikt się do ciebie nie doczepi. To trochę głupie i bez sensu,ale gdzie jest sens w całym życiu? Żyć,żeby umrzeć? Po co kurwa?
-Harry, może coś powiesz? - Niall popatrzył na mnie wymownie.
-Niall, może się zamkniesz? - wypowiedziałem z ironią. Wszyscy pobledli. Znów przewróciłem oczami.
Droga była nieprawdopodobnie męcząca, bo towarzystwo stare jak i nowe świetnie się bawiło. Dziewczynki wysiadły z NASZEGO auta. Wreszcie. Odetchnąłem ze spokojem.
-Harry. Możesz się trochę ogarnąć? - krzyknął na mnie Louis.
-O co ci znowu chodzi? - zdjąłem swoje słuchawki z uszu.
-O to,że zachowujesz się jak skończony dupek. Mam cię serdecznie dość!- wrzasnął. Że co proszę?! Nic nie odpowiedziałam, tylko wyszedłem z samochodu, wyjąłem swoją torbę i skierowałem się w wąską uliczkę. Do domu na szczęście nie było daleko,więc na piechotę dałem radę.
Z domu wyleciała do połowy rozebrana Taylor i rzuciła się na mnie. Brakowało mi tego,ale to nie było to. Mocno ją przytuliłem, ale to tak jakby przytulać powietrze.
-Wiesz, że Selena ma lepsze ciuchy ode mnie? - szepnęła. A co mnie to kurwa obchodziło?
-Wiesz, że jest rzecz do której nie potrzeba ubrań? - szepnąłem i wciągnąłem ją do środka.


*.*
Czytasz = Komentujesz

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Prolog

~*~
Ostatni dzień szkoły nie zapowiadał się za dobrze. Już od początku dnia wszystko mi jakoś nie szło. Wylałam kawę na moją przyrodnią siostrę, przewróciłam się na schodach i nabiłam sobie niezłego siniaka na kolanie.
 W drodze do szkoły też nie było lepiej,bo zaraz przy budynku szkolnym opryskała mnie dosyć spora ciężarówka. Wszystko szło dziś opornie,a wkońcu od wakacji dzieliła mnie może nie cała godzina. Powinnam się cieszyć! Cieszyć,że wreszcie szkolne gwiazdki nie będą krzywo się na mnie patrzyły,że wreszcie nie będę musiała siedzieć przy stoliku w stołówce zupełnie sama.
Dzisiejszy dzień miał odmienić moje calutkie życie,jednak zapowiadał się zupełną klapą.
Od progu szkoły dzielił mnie może krok. Westchnęłam głośno i przekroczyłam wielkie, i ciężkie jak cholera wrota. Powitał mnie zapach biblioteki i świeżo umytych podłóg, czyli dzień jak co dzień. Przeszłam przez cały hol i podążyłam ku sali sportowej, gdzie odbywało się zakończenie roku. Okazało się,że jako ostatnia przekroczyłam próg sali i narobiłam sobie tylko obciachu. Na dodatek, gdy przeszłam przez CAŁE boisko i miałam usiąść na wyznaczonym moim imieniem krześle ktoś podstawił mi haka i przewróciłam się pod nogi samej pani dyrektor. Szybko się podniosłam i zaczęłam niezrozumiale jąkać,jednak kobieta po prostu mnie wyminęła. Jakbym była powietrzem. Usiadłam teraz już bez wpadki na krzesło i wsłuchiwałam się w słowa jakie padały z ust niejakiego Tom'a McCarthneya -kujona szkolnego. A co w tym wszystkim było najdziwniejsze? Że nawet taki Tom, kujonek miał przyjaciół. A ja? W czym byłam gorsza od tamtych dziewczyn? W niczym. Zawsze jestem po prostu sobą i mi to w zupełności wystarcza.
Po dość długiej przemowie i gromkich brawach każdy uczeń udał się do swojej klasy,aby odebrać świadectwo.  W tym nie było nic dziwnego,tylko że ponad setka uczniów i jedne, na dodatek malutkie drzwi to nie za dobre połączenie. Gdy już się wreszcie dowlekłam na miejsce okazało się,że mojej klasy już dawno nie ma w szkole, bo otrzymali już swoje świadectwa,więc w pokoju zastałam tylko naszą wychowawczyni,która chyba tylko na mnie czekała. Podeszłam do jej biurka i otarłam o nie dłonią.
- A więc Megan. Życzę ci,żeby te całe lata nie poszły na marne. Kochana,wiem że przechodziłaś w tej szkole istne piekło,ale teraz może być tylko lepiej. Twoje świadectwo jest chyba najlepszym jakie widziałam. No może oprócz świadectwa Tom'a. - uśmiechnęła się do mnie promiennie. - Twoje oceny są naprawdę bardzo dobre i gratuluję ci z całego serca. Wierzę,że ci się uda. - pomasowała mnie po plecach i wręczyła kartkę.
-Dziękuję pani bardzo za te wszystkie lata. Że chociaż pani była ze mną, i widziała. - miałam taki napływ uczuć,że aż przytuliłam się do kobiety. Była zapewne bardzo zdziwiona,ale odwzajemniła gest.
-Trzymam za ciebie kciuki,mała. Do widzenia. - oderwała się ode mnie, ucałowała w czoło i popchnęła lekko w stronę drzwi.
-Do widzenia. - ostatni raz odwróciłam się do nauczycielki i wyszłam z klasy.
Każdy pewnie teraz idzie ze swoją paczką na piwo z okazji końca szkoły. Każdy,ale nie ja. Ja udaję się do domu,żeby tam do końca się spakować i jutro bladym świtem wyjechać stąd jak najdalej. A wsumie nie tak daleko, bo 400 kilometrów. Cieszy mnie tylko myśl,że jutro wpakuje się w samolot, a na lotnisku przytulę się do mojej ukochanej cioci i jeszcze ukochańszej kuzynki. Oby jutrzejszy dzień nie był dzisiejszym, bo następnego pecha mogę nie przeżyć.
~*~