Perspektywa Megan
Tak jak zawsze wstałam bardzo wcześnie. Wzięłam relaksujący prysznic, ubrałam się, zjadłam nawet zjadliwe śniadanie i byłam gotowa. Samolot miałam o dziesiątej,więc o dziewiątej zamówiłam taksówkę. Na miejscu jak zwykle jakoś przeżyłam odprawę i weszłam do samolotu. Zajęłam swoje miejsce i zapięłam pasy. Popatrzyłam jeszcze raz na miasto,które opuszczam. Nie było mi ani trochę szkoda,że stąd wyjeżdżam. Ja wręcz nienawidziłam tego miejsca. Kojarzyło mi się tylko ze śmiercią mamy, z tym,że mój tata znalazł sobie nową żonę, że byłam pośmiewiskiem w szkole. To miasto nie miało ani trochę dobrych wspomnień. Pod samolot podjechała duża,czarna limuzyna,a z niej wysiedli jacyś chłopacy. Czy to normalne ,że mają taki wóz? Chyba nie są najbiedniejsi z tego wnioskuje. Za samochodem stało z tuzin dziewczyn. Czyżby to były fanki? Eee,fanki? Nie no nie kitujcie mnie,że ci chłopacy są sławni. No nic. Odwróciłam wzrok i chwyciłam gazetę. Boże, same plotki. Jak ja nie znoszę takich gazet. Połowa z tego to obrazki, i kompletnie nic nie przekazują. Przewracałam kurczowo strony , w poszukiwaniu jakichś artykułów. Czegoś co możnaby chociaż przeczytać. Nagle do mojej części samolotu weszli właśnie ci chłopacy. Jeszcze bardziej wlepiłam się w gazetę, żeby tylko się na nich nie patrzeć. -Harry, tutaj są nasze miejsca. - odezwał się blondyn. Dziwne, chłopak pokazywał na miejsca naprzeciwko mnie. No tak, przecież skoro są sławni to też latają biznes klasą. Wstrzymałam na chwilę powietrze. Brunet z loczkami usiadł tuż naprzeciwko mnie. Wypuściłam bezgłośnie powietrze z płuc. Boże, i co teraz? Po chwili obok loczka usiadł blondyn. Zawzięcie coś konsumował.
-Niall, przed startem nie można jeść. - powiedział kpiąco brunet. Nie podobała mi się jego postawa. Był taki szarmancki, a przynajmniej na takiego wyglądał.
Po chwili obok mnie usiadł drugi brunet. Ciemna karnacja. Przystojny to mało powiedziane. Spojrzał na mnie i miło się uśmiechnął. Zrobiło mi się gorąco. Przewinęłam stronę do przodu. Tytuł : One Direction, iformacje o światowym zespole. Co było najdziwniejsze pod spodem było zdjęcie gości,którzy siedzieli naprzeciwko. Znów wstrzymałam powietrze. Boże, czy ja siedze naprzeciwko i obok gwiazd?! A więc loczek nazywał się Harry Styles. Wiek: 19 lat. Brunet obok mnie to Zayn Malik ma 20 lat. A ten blondyn to Niall Horan, też ma 20 lat. Jeszcze jest Louis i Liam. Tylko gdzie oni..
-Chłopaki, jak tam? My siedziemy o tam. - do siedzeń podszedł ymm, ten Liam. Pokazał palcem na kanapy w rogu.
-Na razie okej. - pierwszy raz odezwał się Zayn.
-A ta ślicznotka obok ciebie Zayn, to? - do miejsc podszedł Louis i uwiesił się na Liama. Mulat skierował wzrok na mnie, tak samo jak wszyscy. Zarumieniłam się delikatnie.
-Nie miałem przyjemności poznać. Jestem Zayn, a ty? - brunet wystawił do mnie ręke i znów się uśmiechnął.
-Meg. - wydukałam i lekko chwyciłam dłoń chłopaka.
-A więc Meg, to jest Liam, Louis, Niall i Harry. Moi przyjaciele. - wszyscy się uśmiechnęli i podali ręce. Ostatni był loczek. Wystawiłam do niego ręke,ale ten przewrócił oczami i spojrzał w okno. A to cham. Wszystkim zrzedły miny.
-Okej, to my idziemy na swoje miejsca. Miło było. - przerwał niezręczną ciszę Liam. Pociągnął za sobą Louisa. Jednak ten jeszcze się cofnął, podszedł do mnie i szepnął na ucho "Przepraszam za Harry'ego. On tak zawsze. Nie przejmuj się". Wycofał się,ale ustami zahaczył o mój policzek i lekko się nimi otarł. Uśmiechnął się promiennie i poszedł, za to ja zapewne puściłam buraka.
Cała droga minęła nieprawdopodobnie szybko. Przez 2 godziny zdążyłam już się sporo dowiedzieć o Maliku. Zresztą o Niallu też. Za to pan Styles, w ogóle nie zwracał na nas uwagi. Głos kobiety oznaczał,że podchodzimy do lądowania i tak też było. Trzeba wrócić do realnego życia. No cóż. Pokierowałam się do wyjścia i wyszłam z samolotu. Już z daleka wypatrywałam mojej kuzynki, oraz najlepszej przyjaciółki - Jessici. W końcu ją zobaczyłam. Stała uśmiechnięta. Szybko do niej podbiegłam i mocno uściskałam.
-Muszę cie zmartwić. - mówiła, nie przerywając uścisku. - Będziemy musiały jechać metrem, bo mama jest dziś do późna w pracy.
-To jeszcze lepiej! Chcę zobaczyć to miasto. - oznajmiłam i oderwałam się od brunetki. Chwyciłyśmy obydwie moje dwie walizki i udałyśmy się wgłąb miasta. Nagle drogę zajechała nam czarna limuzyna, dokładnie taka sama, z której wychodzili chłopcy. Zrobiłam wielkie oczy. Czy oni...
-Ej,Meg. Podwieźć cię gdzieś? - z otworu w dachu samochodu wyjrzała głowa Louisa. Założę się,że na moją twarz wkradł się znowu rumieniec.
-Czy to jest....- zaczęła Jess,niestety musiałam jej przerwać.
-Tak,tak. Chodź. - chwyciłam ja za ręke i władowałyśmy się do auta. No nie powiem, luksus pełną gębą. Dwie ogromne plazmy, podgrzewane fotele, drinki. Wow.
Kierowca zapakował moje walizki i pojechaliśmy.
-A więc, Meg. Gdzie cię zawieźć? - spytał Niall.
-Oxford Street, 30. - wyrwała się Jess. Spojrzałam na nią pytająco.
-A to kto? - teraz pytanie padło z ust Zayna.
-Moja kuzynka, Jessica. Jessica to Zayn, Louis, Liam, Niall i Harry. - wskazałam palcem.
-Miło mi. - Jess uśmiechnęłą się przyjaźnie do każdego a potem podała im swoją dłoń. Pan Nieznośny Styles również nie okazał zainteresowania, bo znów przewrócił oczami i patrzył w swój telefon.
Perspektywa Harry'ego
Znacie to uczucie kiedy macie dość wszystkiego? Tak,ja je znam. Mój jedyny cel, to wrócić do mojej dziewczyny, Taylor i być przy niej. Nie obchodzi mnie to,że chłopcy flirtują z jakąś dziewczyną. Ona jest zwykła. Zresztą co ja mówie? Każda z nich jest taka sama, taka fałszywa i nieźle pokurwiona. Mam w dupie każdą. Nie robie wyjątków na śliczne oczka.
Czemu jestem z Taylor? Hmmm,no cóż. Myślę,że poza seksem nic nas nie łączy. Nie kochamy się, my obydwoje nie umiemy kochać. Każdy musi przyznać,że Swift jest seksowna, i to mniej więcej dlatego z nią jestem. Noi jeszcze ten pokurwiony modest, który nadzoruje wszystko co robimy.
Mój związek z Tay jest oczywisty, i oni na tym zarobią, a ja mogę do woli się z nia kochać. Noi wszyscy sa zadowoleni. Wszyscy oprócz chłopaków. Oni mają ciągłe pretensje co się ze mną stało, co się stało z tamtym Harrym. Otóż nic się nie stało. Ja nadal taki jestem, tylko że niestety moje ego podskoczyło o 100% i to że jestem jaki jestem to już nie jest moja wina. A tak szczerze? Podoba mi się takie życie. Bycie chamskim. Wtedy masz pewność,że nikt się do ciebie nie doczepi. To trochę głupie i bez sensu,ale gdzie jest sens w całym życiu? Żyć,żeby umrzeć? Po co kurwa?
-Harry, może coś powiesz? - Niall popatrzył na mnie wymownie.
-Niall, może się zamkniesz? - wypowiedziałem z ironią. Wszyscy pobledli. Znów przewróciłem oczami.
Droga była nieprawdopodobnie męcząca, bo towarzystwo stare jak i nowe świetnie się bawiło. Dziewczynki wysiadły z NASZEGO auta. Wreszcie. Odetchnąłem ze spokojem.
-Harry. Możesz się trochę ogarnąć? - krzyknął na mnie Louis.
-O co ci znowu chodzi? - zdjąłem swoje słuchawki z uszu.
-O to,że zachowujesz się jak skończony dupek. Mam cię serdecznie dość!- wrzasnął. Że co proszę?! Nic nie odpowiedziałam, tylko wyszedłem z samochodu, wyjąłem swoją torbę i skierowałem się w wąską uliczkę. Do domu na szczęście nie było daleko,więc na piechotę dałem radę.
Z domu wyleciała do połowy rozebrana Taylor i rzuciła się na mnie. Brakowało mi tego,ale to nie było to. Mocno ją przytuliłem, ale to tak jakby przytulać powietrze.
-Wiesz, że Selena ma lepsze ciuchy ode mnie? - szepnęła. A co mnie to kurwa obchodziło?
-Wiesz, że jest rzecz do której nie potrzeba ubrań? - szepnąłem i wciągnąłem ją do środka.
*.*
Czytasz = Komentujesz
-Harry, może coś powiesz? - Niall popatrzył na mnie wymownie.
-Niall, może się zamkniesz? - wypowiedziałem z ironią. Wszyscy pobledli. Znów przewróciłem oczami.
Droga była nieprawdopodobnie męcząca, bo towarzystwo stare jak i nowe świetnie się bawiło. Dziewczynki wysiadły z NASZEGO auta. Wreszcie. Odetchnąłem ze spokojem.
-Harry. Możesz się trochę ogarnąć? - krzyknął na mnie Louis.
-O co ci znowu chodzi? - zdjąłem swoje słuchawki z uszu.
-O to,że zachowujesz się jak skończony dupek. Mam cię serdecznie dość!- wrzasnął. Że co proszę?! Nic nie odpowiedziałam, tylko wyszedłem z samochodu, wyjąłem swoją torbę i skierowałem się w wąską uliczkę. Do domu na szczęście nie było daleko,więc na piechotę dałem radę.
Z domu wyleciała do połowy rozebrana Taylor i rzuciła się na mnie. Brakowało mi tego,ale to nie było to. Mocno ją przytuliłem, ale to tak jakby przytulać powietrze.
-Wiesz, że Selena ma lepsze ciuchy ode mnie? - szepnęła. A co mnie to kurwa obchodziło?
-Wiesz, że jest rzecz do której nie potrzeba ubrań? - szepnąłem i wciągnąłem ją do środka.
*.*
Czytasz = Komentujesz
Super next <3
OdpowiedzUsuń